środa, 27 stycznia 2016

2.Sophie

-Sophie!-krzyknęła Nadia,która była najwyraźniej zdziwiona moim przybyciem-Co ty tu robisz?Jak się tu dostałaś?-zasypywała mnie pytaniami przyjaciółka.
Pociągnęłam nosem i spojrzałam w jej piwne oczy.
-Trix uciekła..-zaczęłam, ale po chwili łzy, które dotąd trzymałam w ukryciu, znalazły ujście i wypłynęły na moją twarz.
Trix. To właśnie przez nią teraz płakałam. Angloarabska siwa klacz, uciekła razem z końmi jej koleżanek. Teraz konie mogły być dosłownie wszędzie! Nadia powoli podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem,po czym rzekła:
-Nic jej nie będzie, zobaczysz-zaczęła niepewnie-ktoś na pewno je znajdzie.-dodała.
Na te słowa od razu poprawił mi się humor.
-Na prawdę tak myślisz?-zapytałam już ciut weselszym głosem.
Nadi westchnęła cicho i powoli skinęła głową. Odetchnęłam cicho i powoli podeszłam do lustra wiszącego w przedpokoju. Wyglądałam okropnie. Moje włosy ombre poprzylepiały mi się do mokrej twarzy, oczy były spuchnięte od płaczu, a usta spierzchnięte. Nerwowo sięgnęłam po błyszczyk o smaku waty cukrowej i posmarowałam sobie nim usta. O,teraz o niebo lepiej! Chwilę potem do holu weszła mama Nadii, popatrzyła na mnie, po czym spokojnie zapytała się mnie:
-Sophie,co ty tutaj robisz i to w taką ulewę?
Spojrzałam szybko za okno, aby sprawdzić, czy nadal na dworze panuję ulewa. Niestety, na dworze nadal padało,a dodatkowo nie wyglądało na to, że deszcz ma przestać padać.
W tej chwili niebo przecięła jasna błyskawica,a potem rozległ się głośny grzmot.
Zatrzęsłam się lekko i drżącym głosem odpowiedziałam:
-G-gdy tylko zaczęła się ta ulewa-zaczęłam- marzyłam tylko o tym, by odwiedzić Trix. Wiedziałam, że mama mi w życiu na to nie pozwoli, więc wymknęłam się po cichu z domu..
-I nikt nie wie, gdzie teraz jesteś?-zapytała trzeźwo matka Nadii.
Pokiwałam głową na znak protestu.
-Oprócz was nikt.-kontynuowałam swą wypowiedź- Gdy dotarłam do bosku Trix, drzwi były wyważone. Przeraziłam się i szybko pobiegłam do właściciela stajni z pytaniem, gdzie jest mój koń, a on mi odpowiedział, że moja klacz uciekła razem z trzema innymi końmi..
Grzmot.
-Wtedy,- mówiłam dalej-napisałam do Ciebie SMS'a z tą wieścią.Chciałam już iść do swojego domu, ale zaczęło tak mocno lać, że droga do mojego domu zamieniła się w prawdziwe bajoro! Nie miałam co ze sobą zrobić, więc przybiegłam tutaj, a resztę już pani zna.-dokończyłam swą wypowiedź.
Znowu grzmot.
Matka Nadi skinęła powoli głową i odrzekła:
-Dobrze, zawiadomię Twoich rodziców..-po tych słowach poszła do kuchni.
Nadia popatrzyła na zdenerwowaną Sophie i rzekła do niej:
-A ty chodź się przebrać, bo inaczej się przeziębisz!
Pociągnęła nosem i półprzytomnie przytaknęła głową, po czym ruszyła za Nadią na górę.
I znowu rozległ się grzmot..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz