wtorek, 26 stycznia 2016

1. Nadia

 Deszcz strugami spływał po szybach. Zegar tykał, czas włóczył się niemiłosiernie.
Nadia rysowała, patrząc w okno. Jej rysunek przedstawiał konia, rasy fryzyjskiej, który zranił się o korzeń, upadał. Rana krwawiła, a w oczach zwierzącia emanował strach...
Po policzku dziewczyny popłynęła łza, która spadła na kartkę rozmazując obłąkane spojrzenie konia. Spojrzenie pełne bólu.
W pokoju rozległ się dźwięk melodyjki, która zmieszała się z dudniącum grzmotem błyskawicy.
Nadia spojrzała na swoją komórkę. Sophia. Jedna z jej przyjaciółek. Najlepszych przyjaciółek.
Konie uciekły! Czy ty też czujesz takie dziwne uczucie?” - głosił SMS.
Dziewczyna siąknęła nosem i szybko odpisała:
A jak myślisz? :'( ”
Grzmot.
Znowu popatrzyła w okno. Deszcz nie przestawał padać. Ciężkie krople deszczu dudniły o szybę.
-Nadia? - usłyszała. Nad nią stała mama. - Choć na obiad, siedzisz w tym pokoju, nawet śniadania nie jadłaś.
-Nie mam... - przełknęła ślinę. - Nie mam apetytu...
Kobieta popatrzyła na córkę i zmarszczyła brwi.
-Proszę, Nadi, zjedz coś. Daj oznaki życia. Wkrótce przestanie tak lać...
-Jasne. - burknęła przez łzy dziewczyna. Jej oczy były czerwone od płaczu. Nic nie przygnębiało bardziej, jak odcięcie od świata i stracenie najlepszych przyjaciół... Nawet, jeśli ci przyjaciele, to zwierzęta, w tym przypadku konie.
Pestka, klacz Nadii, rasy fryzyjskiej była młoda, niegdyś narowista. To właśnie Nadia ją oswoiła, gdy kupiła ją od mężczyzny, który źle ją traktował. Jednak Pestka cały czas bała się innych ludzi, jeśli ktoś miał do niej podejść, to tylko Nadia i jej przyjaciółki: Sophie, Caroline i Antonella. A teraz klacz uciekła, nie ma jej...
Grzmot.
Mama spojrzała na rysunek Pestki, w której oczach było przerażenie.
-Nadi... - usiadła na krześłe obok córki. Jej spojrzenie mówiło o współczuciu. - Nie zadręczaj się. Znajdziemy ją. Nic się jej nie stanie. A taraz proszę, abyć zeszła na dół i zjadła solidną porcję obiadu.
Dziewczynie zabłyszczały oczy. Jest iskierka nadziei. Mama wiedziała. Ona wiedziała.
Rzuciła się matce na szyję, kobieta odwzajemniła uścisk. Nadia poczuła przyjemne ciepło. Wiedziała, że może się coś stać. Ale wierzyła, jak bardzo wierzyła w polepszenie sytuacji.
Grzmot.
Schodziła ze schodów i skierowała się w stronę kuchni. I nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
Przeraziła się. Kto to może być?! I to w taką ulewę, kiedy chodniki, ulice i drogi Beaville są zalane. Matka Nadii już otworzyła drzwi, gdy dziewczyna tam dobiegła.
W drzwiach stała...
-Sophie?! - krzyknęła Nadia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz