Nadia rysowała, patrząc w okno. Jej
rysunek przedstawiał konia, rasy fryzyjskiej, który zranił się o
korzeń, upadał. Rana krwawiła, a w oczach zwierzącia emanował
strach...
Po policzku dziewczyny popłynęła
łza, która spadła na kartkę rozmazując obłąkane spojrzenie
konia. Spojrzenie pełne bólu.
W pokoju rozległ się dźwięk
melodyjki, która zmieszała się z dudniącum grzmotem błyskawicy.
Nadia spojrzała na swoją komórkę.
Sophia. Jedna z jej przyjaciółek. Najlepszych przyjaciółek.
„Konie uciekły! Czy ty też
czujesz takie dziwne uczucie?” - głosił SMS.
Dziewczyna siąknęła nosem i szybko
odpisała:
„A jak myślisz? :'( ”
Grzmot.
Znowu popatrzyła w
okno. Deszcz nie przestawał padać. Ciężkie krople deszczu dudniły
o szybę.
-Nadia? -
usłyszała. Nad nią stała mama. - Choć na obiad, siedzisz w tym
pokoju, nawet śniadania nie jadłaś.
-Nie mam... -
przełknęła ślinę. - Nie mam apetytu...
Kobieta popatrzyła
na córkę i zmarszczyła brwi.
-Proszę, Nadi,
zjedz coś. Daj oznaki życia. Wkrótce przestanie tak lać...
-Jasne. - burknęła
przez łzy dziewczyna. Jej oczy były czerwone od płaczu. Nic nie
przygnębiało bardziej, jak odcięcie od świata i stracenie
najlepszych przyjaciół... Nawet, jeśli ci przyjaciele, to
zwierzęta, w tym przypadku konie.
Pestka, klacz
Nadii, rasy fryzyjskiej była młoda, niegdyś narowista. To właśnie
Nadia ją oswoiła, gdy kupiła ją od mężczyzny, który źle ją
traktował. Jednak Pestka cały czas bała się innych ludzi, jeśli
ktoś miał do niej podejść, to tylko Nadia i jej przyjaciółki:
Sophie, Caroline i Antonella. A teraz klacz uciekła, nie ma jej...
Grzmot.
Mama spojrzała na
rysunek Pestki, w której oczach było przerażenie.
-Nadi... - usiadła
na krześłe obok córki. Jej spojrzenie mówiło o współczuciu. -
Nie zadręczaj się. Znajdziemy ją. Nic się jej nie stanie. A taraz
proszę, abyć zeszła na dół i zjadła solidną porcję obiadu.
Dziewczynie
zabłyszczały oczy. Jest iskierka nadziei. Mama wiedziała. Ona
wiedziała.
Rzuciła się matce
na szyję, kobieta odwzajemniła uścisk. Nadia poczuła przyjemne
ciepło. Wiedziała, że może się coś stać. Ale wierzyła, jak
bardzo wierzyła w polepszenie sytuacji.
Grzmot.
Schodziła ze
schodów i skierowała się w stronę kuchni. I nagle zadzwonił
dzwonek do drzwi.
Przeraziła się.
Kto to może być?! I to w taką ulewę, kiedy chodniki, ulice i
drogi Beaville są zalane. Matka Nadii już otworzyła drzwi, gdy
dziewczyna tam dobiegła.
W drzwiach stała...
-Sophie?! -
krzyknęła Nadia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz